Chustowe love <3

Niestety przez awarię laptopa blog kuleje. Na telefonie pisanie sprawia duża trudność. Jednak się nie poddaje, takie małe dołki są dla mnie motywacją do działania. Dziś specjalny post.
Dlaczego uważam go za specjalny? Chyba nie ma nic bardziej specjalnego jak bliskość z dzieckiem i tulenie. Tak drogie Panie i Panowie. Chusta!


Chustonoszenie ma długą historię. Już w XXwieku w Polsce noszono dzieci w wiklinowych kołyskach, które były lekkie, można było je powiesić na gałęzi drzew i w przeróżnych nosidlach zrobionych z rozmaitych materiałów, w zimę z wełny a latem z płótna. Kolorystyka takich chust była przeróżna, często uzależniona od regionu kraju.


Chusta, szmata, płachta, chycka- różnie je nazywano, ale były przeznaczone do jednego celu. Noszenia maluszków.
Wózki, to,, nowoczesny” wynalazek. Jest co prawda niezbędny w wyprawce dla maluszka, jednak wiele rodziców decyduje się na alternatywną formę przemieszczania bobasa.


Osobiście kocham nosić moje skarby, tulaski, radość maluchów a wolność rąk to dodatkowy atut chusty. Olaf widząc, że wyciągam chustę piszczy z radości a Laura się kłóci, że to ona ma pierwsza iść na plecki.


Nasza pierwsza chusta, to pospolity pasiak lupilu z Lidla. Długość 4.8m, bawełniany. Kupiony na początek, bo nie wiedziałam czy Olaf będzie lubił noszenie. Bardzo szybko okazało się, że jest małym chuściochem kochającym siedzieć w szmatce. Pierwsze nasze wiązania nie były idealne, pomogła nam internetowa koleżanka, która jak się fajnie składa kilka dni temu została doradca chustowym. Pokochalismy to.

Nasza pierwsza kieszonka. 
Koala przed pożegnaniem Lidlaka


Everyslings Sweetheart Winter Sky, jako drugi zawitał w naszym domu. Serduszkowy grubasek, który był z nami w wielu miejscach, ze swoją gramaturą, która ma aż 300g poniesie słonia. Na niej nauczyliśmy się motac plecak prosty.

Nawet ciocia nosi w chuście. 


Trzecia chusta, która u nas zawitała przyjechała na macanki. Potrzebowaliśmy drugiej chusty na wyjazd rodzinny nad morze. Miłość między nami była odrazu, przekonaliśmy się do zakupu tej czerwono-czarnej piękności. Symfonia Flamenco od Lenny Lamb ma 4.6m jest bawełniana, tkana splotem żakardowym o gramaturze 290. Nosi oboje bez problemu, trzyma świetnie.


Czwarta nasza ulubiona. Lenny Lamb’owa Lśniąca Królowa Śniegu. Jest to pierwsza chusta z domieszkami jaka mamy, błyszczy się, jest naszym wielkim faworytem. Na spacery, wypady do miasta, sprzątanie w domu. Jest z nami wszędzie. Zawsze w wózku. Była, ze mną na spotkaniu z przyjaciółkami w Bydgoszczy, tam nosiła Kamilka synka Zuzi. Jej wzór i blask tworzy z niej magiczny świat, który jest tylko mój i dziecka w niej noszonego.

Olafek w plecaku prostym. 
A oto cudowny Kamilek w koali.


I ostatnia na tą chwilę jest dwukolorowa chusta, która używamy jako hamaczka lub gdy idą ząbki Olafkowi jako otulacz. Również Lenny Lamb, moja pierwsza chusta Fluoryt. 100% bawełna, 210g, skośno-krzyżowa.

Sposobów wiązania jest naprawdę wiele, w tej chwili naszym ulubionym jest 2X(koala) i  plecak prosty.


Mimo, że już kilka przyjaciółek mam w domu już mam na oku kolejną, kiedys na pewno powiększy grono naszej chustowej rodziny. W tajemnicy wam powiem, że i Kacpra udało się zamotać?


Ciekawi mnie ile jeszcze się ponosimy, choć zapowiada się obiecująco. Jaka chusta jest waszym faworytem? A może wolicie nosidło? Koniecznie dajcie znać w komentarzu 🙂

9 thoughts on “Chustowe love <3

  1. Jakiś czas używałam lidlaka ? gdyby córcia chciała się nadal nosić pewnie wybrałabym nosidło ? cudne szmatki ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *