Mała M!

Wrzesień, piękny miesiąc. Powoli kończą się upały. Kończymy zbierać ostatnie plony w ogrodzie. Liście powoli żółkną i otacza nas piękna jesienna aura. W ubiegłym roku nie tylko dlatego był dla nas wyjątkowy. Czekaliśmy na kolejny nasz Cud!Nasza mała księżniczka przyszła na świat 26 września o 00.27 <3

Pojechałam do szpitala planowo 25 września. Już przy pierwszym KTG jakieś skurcze się pisały, tętno małej idealne. Czekamy do jutra. Męczyłam się już. Pacjentka z którą leżałam na sali nie ułatwiała mi pobytu, a czekanie robiło się przez to coraz bardziej męczące.

Około południa dojechała do mnie moja siostra Paulina. Dzięki niej jakoś zniosłam pobyt tam, niestety mąż musiał wrócić do dzieci. Spędziłyśmy pół dnia na szpitalnym korytarzu. Gdy wstawałam skurcze coraz bardziej dokuczały, mała była bardzo niespokojna. Śmiałam się do niej, że jak wytrzymam te ostatnie kilka godzin w dwupaku, to będzie super. Marzyłam by się wyspać, by to zmęczenie i ruchy Mati mniej dawały w kość.

Tak jak przeczuwałam. Kolejne KTG a tam skurcz za skurczem, tętno małej wariuje. Szybkie badanie, USG. Wszystko jest dobrze. Pani Doktor poprosiła bym spróbowała zasnąć i będzie do mnie zaglądać.

Mija godzina, nadal źle się czuje. Nie mogę zasnąć. Czuje, że jest źle. W dobrym momencie zagląda do mnie lekarz. Pyta, robi kolejne badanie. Skurcze bez chwili przerwy, zanika tętno, decyzja cięcie już. Trafiam na blok.

Po kilku minutach zjawia się ONA😍! Maleńka piękność z długimi czarnymi włoskami, dla matki łysolków to naprawdę wielka nowość 😜. Jest cudowna. Matylda 2850g i 54cm ❤️ Niestety w ciągu tak naprawdę godziny wody zrobiły się zielone, przez co Niunia dostała 9pkt i musiała troszeczkę się dogrzać pod specjalną lampą. A ja miałam czas by odpocząć 🙏

W tamtej chwili nie myślałam o niczym. Wiedzialam , że moje maleństwo jest w dobrych rękach. Chciałam odpocząć. Choć jak się dalej okazało, nie przemyślałam tego. Konsekwencje dopiero miały nadejść .

Opuźniony kontakt skóra do skóry, brak dziecka prawie zrujnował mi laktację. Matysia musiała być dokarmiana sztucznie. Walczyłam o mleko jeszcze długo po wyjściu ze szpitala.

Dopiero moje najlepsze przyjaciółki. Zuzia i Milena doradziły mi zakup Mom Sos. Słynnego różowego napoju na laktację. Sceptycznie podeszłam do niego-przyznaję. Bo skoro inny środek ze słodem jęczmiennym nie pomaga, to po co mi kolejny?

Kupiłam! Przyznam z wielkim zniecierpliwieniem czekałam na paczkę! Zaczęłam testowanie. Juz po kilku godzinach od pierwszego kubeczka piersi stały się pełniejsze, latorośl nie potrzebowała już mieszanki! To był cud!

Zaciekawiona magicznym działaniem tego produktu postanowiłam napisać na Instagramie do Momka. Dlaczego działa? Czym jest? W niedługim czasie dostałam wyczerpującą odpowiedz. Okazało się, że Mom jako jedyny na rynku nie jest na słodzie jęczmiennym, a na bazie mleka słodowego, który w bardzo szybkim tempie przyswaja się, a witaminy które w nim są wynikają ze sposobu produkcji. Nikt tam ich nie dodaje. Prosty skład, bez dodatku sacharozy-co w tych czasach bardzo się ceni. ,,Ja to kupuje”- jakby powiedziała pewna Pani z telewizji. I to w dużych ilościach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *